- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Zakaz stadionowy dla piłkarzy

Wrzawa, jaka się podniosła po zamknięciu stadionów Lecha i Legii wskazuje, że tym razem trafiono rzeczywiście w czuły punkt. Nie było wielkich protestów i zmasowanej akcji różnych grup interesu kiedy łapano niektórych bandziorów i wydawano zakazy stadionowe. Teraz jest. Dlatego, że dopiero teraz sankcja, choć rzeczywiście dotycząca całego środowiska bez rozróżniania wielkości winy, jest dotkliwa.

Moim zdaniem, aby uporać się z problemem należałoby mieć odwagę zastosować jedno z dwóch rozwiązań. Pierwsze, dalece niepoprawne politycznie, ale wychodzące naprzeciw rzeczywistym potrzebom kiboli, to takie organizowanie meczów, aby mogli lać się bez ograniczeń. Sprawa jest prosta: nie oddzielamy kiboli setkami policjantów i ochroniarzy, ale wręcz przeciwnie, wpuszczamy zwolenników jednej i drugiej drużyny do jednego sektora. Przecież oni przychodzą właśnie po to aby się lać. Po co niby są ustawki i wzajemne polowania na przeciwników? No właśnie po to. Niech się tłuką ile zechcą. Są dorośli i wiedzą, co robią. Do sektora wpuszczano by wyłącznie na własne, pisemne żądanie i po meczu pogotowie oraz firmy pogrzebowe robiłyby jaki taki porządek. Makabra? Być może, ale nie udawajmy, że nie wiemy, że taka właśnie jest rzeczywistość. Będzie jak dotychczas, tyle, że pod kontrolą. Wersja skrajna to organizowanie meczy w ogóle bez udziału piłkarzy.

Drugi wariant to zamknięcie wszystkich stadionów i zawieszenie rozgrywek we wszystkich ligach. Skoro nie ma możliwości wpłynięcia na PZPN, aby zapanował nad swoim podwórkiem, to zabierzmy im podwórko. Nie ma meczy, nie ma kasy. Bez kasy chłopaki ze związku szybko poszukaliby sobie innego zajęcia, piłkarze poszli w cholerę za granicę i może czegoś się nauczyli. Nie byłoby powszechnej korupcji (chyba do tej pory oskarżono koło 500 osób?), bójek, ustawionych totalizatorów, zdewastowanych pociągów, żenujących spektakli, terroru pijanych osiłków. Po dwóch- trzech latach można by reaktywować rozgrywki i jasno określić reguły: za swoich kiboli odpowiada klub (bo bez niego nie istnieją), szkody pokrywają ci, co je spowodowali, za wejście na boisko 10 tys. kary lub ekwiwalentna odsiadka, za burdę na stadionie klub spada do niższej ligi itd.

Najmniej skuteczne jest, to, co do tej pory próbuje się stosować. Zakazy stadionowe nie skutkują, kluby, media i wiele środowisk nie są zainteresowane walką z kibolami, bo oni dają im jeść,  a delegalizacja PZPN-u jako struktury organizacyjnie wspierającej rozgrywki piłkarskie i kibicowanie (w kontekście 500 „organizatorów” oskarżonych o korupcję i ofiar śmiertelnych w ustawkach – zamieszaną w działalność przestępczą) spowoduje, że zaraz powstanie druga, w której będzie ta sama załoga.

Żenujący jest strach zarządów klubów przed garstką bandytów, żenujące jest zachowanie piłkarzy, którzy opluwani i publicznie bici jeszcze dziękują i oddają swój puchar, żenujące jest cyniczne podlizywanie się bandziorom niektórych środowisk politycznych, żenująca jest pazerność mediów na zyski z tych żałosnych widowisk.

Dlatego rozumiem zamykanie stadionów. Ja mam dość.

P.S. Dzień po moim wpisie, Jerzy Dudek na swoim blogu jerzydudek.blog.onet.pl napisał

Najlepszym wyjściem jest całkowite zamknięcie stadionów piłkarskich, na których wciąż ludzie nie rozumieją co to znaczy być kibicem. Potem powinien nastąpić powolny proces identyfikacji i weryfikacji, kogo chcemy na stadionie, a kogo nie, jak z zaproszeniami do swojego domu. Nieproszonych gości się nie wpuszcza, bo mogą popsuć dobrze zapowiadającą się nam zabawę.

Propozycja jest nieco mniej radykalna, ale w tym samym duchu. A w końcu to facet, który wie o czym mówi. Choć bramkarz, jak Tomaszewski

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList