- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Tamte Bieszczady

DSC_2221Byłem w Bieszczadach. Bardzo krótko, wyrywając kilka godzin ze służbowych obowiązków. Chciałem odszukać  jakiś ślad dawnych bieszczadzkich przygód, zobaczyć te same miejsca, przypomnieć sobie młodzieńcze zachwyty i radości. Te sprzed niemal czterdziestu lat. Jeździłem, rozglądałem się i … nic nie mogłem znaleźć. Przed Baligrodem, niegdyś głuchą osadą wśród lasów Chryszczatej stoi dziś tablica za pieniądze z Brukseli, że Baligród wita ale też „Welcom”. W Jabłonkach , gdzie niegdyś upamiętniono  Karola Świerczewskiego, ikonę peerelowskiej propagandy, nie ma już nic z wymuszonej podniosłości dawnych czasów. Ba, nie ma nawet nic z nieco późniejszych czasów, kiedy regularnie oblewano pomnik czerwoną farbą, a budynek mauzoleum ostentacyjnie zdegradowano do roli sklepu z pamiątkami. Dziś po malarskich zamachach na pomnik zostały mało widoczne ślady na rozpadającym się granitowym tarasie. Obok znajduje się kiosk z kebabem, a mauzoleum jest… prywatną willą zatopioną wśród dobrze utrzymanej zieleni parkowej i ogrodzonej szczelnym, wysokim murem.  Głowa Świerczewskiego, pomalowana szarą olejnicą,  patrzy spod przymrużonych powiek, jakby mu się od tej farby wzrok się trochę popsuł. DSC_2226

 

DSC_2225Schronisko na Połoninie Wetlińskiej, niegdyś zgrabny domek, rozbudowany został o dodatkowe przybudówki i budy przez co stracił cały swój niegdysiejszy urok. Oferuje widoki na blachę falistą i papę. Prowadzi do niego z Wyżniej Przełęczy droga udeptywana przez autobusowe wycieczki… i trzeba kupić bilet na połoninę.  DSC_2230

 

298613

Całe Bieszczady ogarnęła gorączka sadzenia szpalerów tuji. Są wszędzie, przy co drugim domu, w każdej miejscowości. Zalew tej rośliny, występującej zawsze w równiutkim szpalerze, jest przerażający. Prawdopodobnie ich posiadanie ma być świadectwem wysokiego statusu majątkowego, społecznego oraz kultury osobistej. Rozmiary tego estetycznego kataklizmu są takie, że za pięćdziesiąt lat buk i olcha staną się w tych stronach rośliną egzotyczną. Wszędzie będą tuje! W równych szpalerach! Jak na gigantycznym cmentarzu.

Jadę dalej. Cisna. Dawna restauracja „Zacisze” przerobiona na nowoczesny obiekt odpychający aluminiowymi i plastikowymi wykończeniami , za nią kilka kiosków z pamiątkami i bar „Siekierezada” , w których niegdysiejsza, niezbyt piękna, ale mimo to efektowna legenda bieszczadzkich zakapiorów została przerobiona na tandetny folklor. Po drugiej stronie drogi, obok parkingu, gargamelski szałas z frytkami i pamiątkami. Wszędzie kataklizm urbanistyczny i architektoniczny. To, co Bieszczady odróżniało od reszty kraju zostało całkowicie zniszczone. Pełno jest zadbanych domków bez wyrazu. Są takie same, jak w Sopocie, Radomiu i Kutnie. Z obowiązkowym szpalerem tych cholernych tuji oczywiście. Z rozczuleniem patrzyłem na bar w Wetlinie, który choć dziś zamknięty na głucho, przetrwał te czterdzieści lat…

- A więc tamte Bieszczady odeszły bezpowrotnie – myślałem jadąc równiutkim asfaltem i zaglądając jeszcze do Ustrzyk Górnych i Wołosatego. Podkusiło mnie, aby na koniec podjechać do Mucznego. To samo. Ale, gnany instynktem podjechałem jeszcze trochę, do Tarnawy Niżnej. I… zamarłem z zachwytu. Odnalazłem je. Te Bieszczady sprzed lat! Przy dziurawej drodze znajduje się tam, ulokowany w kilku barakach hotelik. Sklep działający pod nazwą kawiarnia proponuje konserwy rybne, piwo, zupy w torebkach i pierniczki. DSC_2233

 

DSC_2234

Pod samotnym świerkiem siedzi dwoje ludzi. Przysiadam się z całym towarzystwem, które udało mi się namówić na wycieczkę i od razu jest kontakt. Po chwili dosiada się sympatyczna dziewczyna, która przed chwila obsługiwała mnie w sklepie. Czas stoi w miejscu, gadamy sobie, nad nami rośnie nieśpiesznie wielki świerk. Po chwili zatrzymuje się samochód i powoli wytacza się z niego człowiek w wytłuszczonym ubranku z wojskowego demobilu. Bardzo chwiejnym krokiem podąża do sklepu-kawiarni. Nabywa piwa. Stoi potem na przystanku chwiejąc się i powoli sącząc piwo z puszki. Nic się nie dzieje. Człowiek z przystanku  po dłuższej chwili przerwał kontemplację dziurawej drogi i z trudem poczłapał między zabudowania pobliskich baraków. Wrócił z żółtą reklamówką. Ponownie udał się do sklepu. Tam się poznaliśmy, bo i ja miałem sprawę do załatwienia w sklepie, a mianowicie odniosłem butelkę. Waldek, mój nowy kolega, wrócił na przystanek. Czas znów się zatrzymał. Z żalem wraz całym podróżującym ze mną towarzystwem zaczęliśmy się zbierać. Waldek zareagował. Poprosił o podwiezienie. Kawałek, jakiś kilometr. No to jedziemy próbując jakoś opanować rozsypujące się piwa z reklamówki. Piwa są bowiem na kolację. Waldek mieszka tuż przy ukraińskiej granicy, w drewnianym szałasie bez prądu. Żegnamy się czule z Waldkiem, który koniecznie zaprasza do siebie. Robimy zdjęcia i wycieramy samochód bo jedno piwo Waldkowi pękło. Po obejściu przechadza się łaciaty kot z jednym uchem. Wracamy. Towarzystwo pod świerkiem siedzi nadal. Nie mogę się oprzeć pokusie i namawiam do zatrzymania się. Wszyscy są z tego pomysłu zadowoleni. Serdeczność i życzliwość eksploduje. Na stole pojawiają się kabanosy, oscypki, ciasteczka i wódka, którą można kupić w… Nie, tego nie mogę powiedzieć.  Jest jak kiedyś. Wracamy dopiero o zmroku, kiedy chłód zaczynał być dokuczliwy. Kilkaset metrów od naszego biesiadnego stolika na drogę wybiegła niedźwiedzica z trójką małych niedźwiadków. Chyżo przebiegły przez snop światła z samochodowych reflektorów i zniknęły w zielonej gęstwinie…

Prawdziwe Bieszczady istnieją.  Szukajcie ich i bądźcie cierpliwi.

 

DSC_2236

 

zdj1

Dla zainteresowanych: http://www.bazanadroztokami.pl/kontakt.html

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList