- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Pociąg do ludzi

Miłym zaskoczeniem był dzisiaj wpis Piotra Panufnika na Facebooku z linkiem do filmu o kolejce bieszczadzkiej i strony fundacji, która tę szczególną osobliwość uratowała. Jeździłem kolejką, jeszcze w latach siedemdziesiątych wiele razy. Za każdym razem przekonywałem się, że jest ona nie tylko środkiem transportu ale też katalizatorem stosunków międzyludzkich. Katalizatorem tak skutecznym, że zaprzyjaźniłem się z częścią mundurowego personelu obsługującego linię.

A przyjaźń była tak serdeczna, że personel mundurowy – zdarzało się – przyjeżdżał pod mój namiot bladym świtem lokomotywką (lekka lewizna) z zaproszeniem na grzyby. Lokomotywa była malutka, ale miała imponujący komin w kształcie kielicha. Maszyną parową dowodził pan Jasiu. Ponieważ świt był rzeczywiście blady a ja zazwyczaj miałem inne plany, pan Jasiu na grzyby jeździł sam buchając efektownie parą i gromko gwiżdżąc. Pewnego wieczoru usiadłem z panem Jasiem przy stole w miejscowości Żubracze . Spożywaliśmy kolację. Z grzybów rzecz jasna. Zaznaczam, że spożywaliśmy, bo je się codziennie, a jak jest bardziej uroczyście to się spożywa. Jak później mawiał poeta Świetlicki: Owszem, naturalnie, owszem, piliśmy alkohol. Pan Jasiu był dumny ze swej pracy, ponieważ dwa pasażerskie wagoniki doczepione do składu z dłużycami miały napis „MLiPD”, co oznaczało, że pracodawcą pana Jasia nie jest jakaś tam spółdzielnia czy zakład przemysłu terenowego, ale Ministerstwo Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego. Kolacja przebiegała w sposób tradycyjny: ja opowiadałem o sobie, pan Jasiu o sobie. Obaj snuliśmy też ogólne refleksje o życiu. Towarzyszyła nam żona pana Jasia, która podawała nowe porcje gotowanych grzybów w sosie, jak mniemałem, grzybowym (w czasie wieczoru, kiedy rozmawia się o sprawach ważnych nie wypada tak sobie zwyczajnie przypuszczać, wypada mniemać).

Żona pana Jasia kiedyś była z wielkiego miasta i nawet w tym wielkim mieście wybrała się na studia, konkretnie na polonistykę. Ale los rzucił ją w Bieszczady, gdzie mieszkał pan Jasiu. Ujął ją swoją bezpretensjonalną męskością. Studia więc przerwała i teraz pracowała jako kelnerka w Cisnej. Pan Jasiu bardzo to sobie chwalił, bo czasy były ciężkie, w sklepach pustawo, a w takiej restauracji, zwłaszcza w sezonie, zawsze coś „się wyrobi”. Tradycyjnie w trakcie imprezy zabrakło alkoholu, a na dodatek w mieszkaniu zjawiło się jeszcze kilku przyjaciół pana Jasia. I cóż wtedy robi pracownik ministerstwa mieszkający w Żubraczem? Otóż pan Jasiu spokojnie sięgnął do tylnej kieszeni swych służbowych kolejarskich spodni, wyjął kilka banknotów i podał małżonce. Małżonka bez słowa ubrała się cieplej, wzięła dwie siatki, klucze od restauracji i nałożyła kask motocyklowy. Na zakupionym niedawno motocyklu gazela obróciła w niecałe pół godziny. Wśród nowo przybyłych gości był pan Edek, sąsiad pana Jasia przez ścianę. Pan Jasiu zaprosił pana Edka ze względu na kłopoty zdrowotne pana Edka. Otóż pan Edek pracował przy ładowaniu wagonów z dłużycami. Trzeba trafu, że jeden z pni przywalił mu nogę tak nieszczęśliwie, że coś chrupnęło i zaraz potem noga spuchła i nie można jej było wcisnąć do gumiaka. A ja, znów trzeba trafu, akurat opowiedziałem o swojej krótkiej przygodzie w roli sanitariusza w pogotowiu, co tu kryć, ratunkowym.

Miałem więc kwalifikacje i misję do spełnienia, a pan Edek wyjątkowy wstręt do wizyt u doktorów w mieście. Przez tę niechęć została panu Edkowi bardzo widoczna pamiątka. Kiedyś pan Edek tak nieszczęśliwie trzymał głowę, że przy załadunku ścisnęły ją dwie kłody. Te kłody złamały mu szczękę, ale zanim się pan Edek zdecydował na leczenie, szczęka się zrosła. Tyle tylko, że krzywo, i teraz panu Edkowi wystawały zęby. Mówiąc szczerze, pan Edek wyglądał jak pirania zabłąkana gdzieś w górnym biegu Sanu. Nogę obejrzałem. Wszystko wskazywało na złamanie kości stopy. Zaleciłem okłady z cebuli, usztywnienie i mimo wszystko prześwietlenie. Musiałem zrobić wrażenie, bo dostałem wielką torbę suszonych grzybów, a wesołym opowieściom o różnych życiowych przypadkach nie było końca.

http://kolejka.bieszczady.pl/bieszczadzka-kolejka-lesna-%e2%80%93-podroz-sentymentalna-film/

 

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony http://www.cupik.podkarpackakolej.net

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList