Zbigniew Piotrowicz blog i serwis internetowy

Pięćset

Data wysłania postu: 25 stycznia 2016 r.

DSC_0220To był zupełny przypadek. W ostatnią niedzielę musiałem wyskoczyć na moment do Lądka po drobne zakupy. Zazwyczaj jadę od razu do Biedronki, bo mam wszystko na miejscu, ale tym razem, nie wiem dlaczego, podjechałem na lądecki rynek. Raz w miesiącu rynek zapełnia się stoiskami kolekcjonerów różnych staroci i zdarza się, że można coś ciekawego trafić. Z ostatnich zdobyczy mam rocznik „Przekroju” z 1957 roku i dwie piaskowcowe donice z wyrytą datą „1887”.

W niedzielne mroźne popołudnie jarmark wyglądał dość smętnie, ot kilka stoisk z popierdującymi z zimna sprzedawcami. Ale… zatrzymałem się akurat obok kilkunastu obrazów stojących na chodniku, w podcieniach jednej z kamienic. No niezłe były… Olejne prace na kartonie z wyraźnymi odniesieniami do Picassa i Modiglianiego. W bardzo dopracowanej kolorystyce, oprawione, opisane na odwrocie. To nie były obrazy jarmarczne, z pejzażem górskim czy żaglowcem prującym wzburzone fale.

— Pan chcesz coś kupić? — zagadnął z wyraźnym czeskim akcentem ciepło ubrany mężczyzna.
— Czyje to prace?
— To namalował Josef Dubiel von LeRach, czeski malarz, bardzo znany, możesz pan sprawdzić w Internecie.
— A po ile one?
— Te małe po dwieście, ten za trzysta, i ten. A tamten po czterysta… W galeriach w Ameryce są po parę tysięcy dolarów!

Znam tę śpiewkę. Oczywiście. Dzieła sztuki po dwieście złotych. Ale było w tych pracach coś, co mnie intrygowało, więc ciągnąłem dalej.
— To po co pan tu stoisz? Nie lepiej sprzedawać je do galerii za parę tysięcy dolarów?
— Panie, mam ich ponad czterysta, mam czas, to sprzedaję…

Wróciłem z zakupami, ale obrazy nadal nie dawały mi spokoju. Sprawdziłem w googlach. Josef Dubiel von LeRach: znany czeski malarz i ilustrator, autor dwudziestu książek, urodzony w 1951 roku, czerpiący inspiracje z malarstwa Egona Schiele, Amadeo Modiglianiego, Vincenta van Gogha, posługujący się wieloma technikami i stylami, studiował na praskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni prof. J. Olika, studiował i tworzył także w Paryżu, jego prace wyeksponowane są w wielu budynkach rządowych Czech, oferowane przez galerie europejskie i amerykańskie. Obecnie wykładowca na praskiej Akademii… Hmmm… Może warto wrócić?

Tym razem podjechałem do Biedronki, ale tylko po to, aby zrobić wypłatę z bankomatu, tak na wszelki wypadek. I wróciłem na rynek.
— Kupię coś — oznajmiłem — ale nie za tę cenę.
No cóż. Lubię się targować. Poza tym chciałem jeszcze coś się dowiedzieć.
— Te obrazy są więcej warte — z głębokim przekonaniem odparł sprzedawca wycierając nos.
— A ile pan sprzedał?
— Kilka, ale to biedne miasto, nie kupują…
— Może za drogo?
— To jest dobra cena, to nie jest za drogo… One są więcej warte — zaczął starą śpiewkę, przytupując z zimna.
— Więcej warte to są obrazy na płótnie, w większych formatach. A poza tym autor jeszcze żyje — chwyciłem się mało eleganckiego argumentu. – Droższe są obrazy tych malarzy, którzy już nie żyją…
— Ale niedługo umrze…! — ratował się z absolutnym przekonaniem.
— Urodził się w 1951 roku, czytałem w googlach. Nie jest taki stary. — przekonywałem
— A które chcesz..? — chyba zyskiwałem przewagę.DSC_0222
Miałem już upatrzone trzy prace.
— Ten, ten i… ten. Wezmę za pięćset.
— To sławny artysta… — zaczął znowu.
— Pięćset.
— Człowieku, nie wiesz, co trzymasz w ręku!
— Pięćset.
—Tak nie może być. To dobre obrazy.
— A skąd pan ma tyle tych prac? Czterysta..? - próbowałem sobie przypomnieć.
— Coś panu pokażę… — powiedział i sięgnął do portfela. Wyjął jakąś legitymację. Była dwujęzyczna. Po czesku i po angielsku informowała, że jej właściciel należy do Czeskiego Związku Malarzy. Właścicielem legitymacji był… Josef Dubiel von LeRach.
— Przepraszam, za ten tekst o nieżywym autorze…
— Nie szkodzi, ale nie mogę sprzedać tak tanio…
— Ma pan przed sobą człowieka, któremu te prace się podobają. I chce je kupić. Naprawdę. Nie tylko popatrzeć i ponarzekać, że drogo. To dla każdego autora duża satysfakcja. Warta więcej niż pieniądze… Pięćset.
— To które mają być…? — chyba trafiłem w czuły punkt!
— Te trzy…
— Dobra — nagle się rozluźnił — weź te trzy. A jakbyś chciał zobaczyć więcej, to zajrzyj do mnie. Niedaleko mieszkam.
— Niedaleko?
— W Żulovej.
— A… to po drodze do Jesenika?
— No właśnie, obok poczty. Przyjedź — nagle zostaliśmy przyjaciółmi — pokaże ci inne obrazy, ale nie sprzedania, kawę wypijemy. Tu masz wizytówkę…
Wręczył mi mały kartonik z nazwiskiem i imieniem. Obok był herb i dopisek – „Baron”.

DSC_0218Prace natychmiast powiesiłem w domu. Córce opowiedziałem, jak na rynku w Lądku poznałem słynnego malarza i barona jednocześnie. I że od dzisiaj jest moim kolegą. Siedzieliśmy z Olą długo rozmawiając, co się nam w tych obrazach podoba. Są piękne. Zwłaszcza ta zamyślona madonna ze smutnymi oczami. Jak z Modiglianiego…

A do Żulovej przyjadę na pewno! Jest ktoś chętny?

DSC_0221

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList
    Wydrukuj ten post Wydrukuj ten post
    Komentarze (8) Trackbaki (0)
    1. Ja:)
      Ta madonna z kieliszkiem jest piekna, do tego bardzo udana kolorystycznie. Zapisuję kontakt.

    2. Dobra historia na szary zimowy dzień:). Chętnie bym odwiedziła takiego artystę.

    3. ZA DALEKO MIESZKAM

    4. Jestem pod wrazeniem. Moglabym otrzymac jakis kontakt? Prace Josefa Dubiela sluzyly mi jako inspiracja w czasie studiow, moze bede mogla zakupic cos na wlasnosc.
      Pozdrawiam serdecznie

    5. Choć minęły trzy lata dzisiaj spotkałam tego pana w Świdnicy

    6. Wczoraj rozmawiałam z malarzem na Rynku w Lądku,również zakupiłam 3 obrazy i napewno wybiorę się do Żulowej,chcę kupić jeszcze kilka obrazów i pomóc Panu Josefowi wyzdrowieć.

    7. Jak można kupić obraz Pana Josefa? Czy trzeba udać się do Żulovej? Proszę o informację jeśli ktoś wie.

    8. To prawie moja historia, no, może bez targowania.Obrazy mnie urzekły i musiałam po nie wrócić.


    Wstaw komentarz

    Brak trackbacków.