- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Ku chwale ojczyzny!

Po sieci krąży zaproszenie na siedemnasty Przegląd, a mnie przypominają się od czasu do czasu różne historie związane z poprzednimi edycjami. Tym razem coś z zupełnie zamierzchłej przeszłości, z Przeglądu numer jeden. Z kilkoma przyjaciółmi z Lądka poświęciliśmy wczesną wiosnę 1995 roku na oczyszczenie i ospitowanie lądeckich skałek. Napisałem i wydałem przewodnik, który zilustrował Jurek Bielecki, a nowy skalny rejon  miał zostać rozsławiony zawodami organizowanymi jako jedna z atrakcji festiwalu. Zależało mi, aby były to nie tylko zawody, ale wydarzenie, które zapadnie w pamięć. W tym celu wymyśliłem, że pod Skalną Bramą zorganizujemy restaurację czyli stoły, krzesła, białe obrusy, solniczki, serwetki i kelner serwujący dania. Wszystko w środku lasu, z dala od dróg ale przy szlaku turystycznym i tuż pod przewieszoną ścianką, na której zaplanowaliśmy wspinaczkowe zmagania. Przedsięwzięcie logistycznie trudne do zorganizowania, choćby z tego względu, że całe wyposażenie wraz z kuchnią trzeba było wnieść. Poszukiwałem wykonawcy cierpliwie, długo i bezskutecznie. Właściwie gotów byłem już odpuścić, kiedy podczas jednego ze skalnych wypadów spotkałem ćwiczących w okolicy żołnierzy. I doznałem olśnienia! Niedaleko, w Kłodzku mam jednostkę piechoty górskiej! Samochody terenowe, kuchnia polowa, stołówka i silne chłopaki.

Udałem się do dowódcy. Ustaliliśmy, że co prawda wojsko nie jest do tego typu zleceń, ale jeśli potraktujemy to jako formę ćwiczeń, to może coś da się zrobić. Następne spotkanie miało odbyć się u mnie, w Konradowie, gdzie wówczas mieszkałem. Komendant zjawił się w towarzystwie kwatermistrza. Obaj umundurowani bardzo oficjalnie. Rozpoczęliśmy rozmowy. Aby rozluźnić nieco oficjalną atmosferę zaproponowałem obiad. Panowie nie odmówili. Aby jeszcze bardziej rozluźnić atmosferę, zaproponowałem po kieliszeczku. Panowie nie odmówili. Rozmowa wyraźnie nabrała tempa, a wszelkie przeszkody logistyczne i formalne zostały w mig pokonane. Siedzieliśmy więc sobie w słońcu i snuliśmy rozważania na tematy różne. Komendant postanowił pochwalić się, że w jednostce mają ściankę wspinaczkową i od czasu do czasu robią wypady w skałki, ale niestety nie mają nikogo z odpowiednimi kwalifikacjami. Nie namyślając się wiele zaproponowałem swoje usługi wykwalifikowanego instruktora PZA za naprawdę niewygórowane wynagrodzenie. Komendant i kwatermistrz spojrzeli na mnie, potem na siebie, a potem jeden z nich powiedział, w żartach: „ A właściwie dlaczego mielibyśmy płacić, jak my możemy pana powołać …” Zrobiło mi się gorąco… Do tej pory, od skończonych studiów miałem z wojskiem spokój. Najpierw, po mojej przeprowadzce do Kotliny Kłodzkiej, nie bardzo mogli mnie znaleźć, a jak już znaleźli, to dali przydział do plutonu pielęgniarek, którym miałem dowodzić w razie „W”. Ten przydział mi odpowiadał. Czy zaszkodziło mi wiosenne powietrze, czy ten cholerny kieliszeczek... Dopiero teraz dotarło do mnie, że chyba trochę mnie poniosło.

Restauracja pod skałką wyszła znakomicie. Żołnierze wtaszczyli pod górę kuchnię pełną grochówki i bigosu, kilkanaście stołów i całe pozostałe wyposażenie. Tak jak chciałem, były białe obrusy, serwetki, solniczki i kelner w białym uniformie z serwetką na przedramieniu. I mocno zdziwieni kibice zawodów oraz przygodni turyści, którzy ze względu na dobrą pogodę pojawili się licznie na szlaku. A największe zdumienie budził fakt, że dania serwowane są za darmo… Czyli sukces.

Miesiąc po Przeglądzie dostałem wezwanie do Wojskowej Komendy Uzupełnień, gdzie odebrałem kartę mobilizacyjną z nowym przydziałem. Na karcie było napisane –„ JW(tu numer którego nie pamiętam)  22 Brygada Piechoty Górskiej w Kłodzku”.

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList