- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Dom

IMAG0107Od jakiegoś czasu miałem ochotę napisać o domu, ale za każdym razem już od początku pojawiały mi się jakieś lekko sentymentalne i, co tu kryć, emocjonalnie tandetne komunikaty. No bo jak mam napisać o zachwycie, który ogarnął mnie (no właśnie: „zachwyt”, który „ogarnął”), gdy pierwszy raz stanąłem w miejscu, gdzie teraz mieszkam. Miałem wówczas inny dom i byłem przekonany, że mam zaplanowane i uporządkowane życie.

Właśnie wracałem z przyjaciółmi z wycieczki do zapuszczonej i zaniedbanej Jaskini Radochowskiej. Tym razem wracaliśmy inną drogą, trochę lasem, trochę leśnymi duktami. I w pewnej chwili wyszliśmy na rozświetloną łąkę. Przed sobą mieliśmy rozległą łagodną dolinę, za którą wznosiły się góry. Cała panorama leśnych wzgórz, od Gór Bialskich, przez dominujący na horyzoncie Śnieżnik, wybitną i prowokująco spiczastą Czarną Górę, Krowiarki i Góry Bystrzyckie wyraźnie odcinające się od nieba na zachodzie. Stałem jak urzeczony. Zresztą wszyscy zatrzymali się, bo widok był z tych, które albo intrygują i zastanawiają swoją przerysowaną urodą, albo są bezpośrednim prostym impulsem uruchamiającym natychmiastową reakcję dzielenia się swoimi emocjami w słowach „o kurwa..!”. No więc tak staliśmy, a może nawet zalegliśmy na chwilę wśród traw i kwiatów (uprzedzałem, że może się pojawić pretensjonalna narracja…), a ja, ulegając niemęskiej tkliwości, pomyślałem sobie, że dobrze byłoby tu kiedyś zamieszkać. Łąka opadała dokładnie na południe, ku Białej Lądeckiej. Za plecami mieliśmy świerkowy las i Góry Złote. Zaraz przypomniały mi się te wszystkie nocne gitary i śpiewy, że „jeśli dom będę miał, to będzie bukowy koniecznie, pachnący i słoneczny…”. To było miejsce na taki dom.

Minęło kilkanaście lat. Mieszkałem gdzie indziej i zastanawiałem się, czy to nie za późno zaczynać od nowa przed pięćdziesiątką. Pewnego dnia zapukał do mnie Mietek, partner z gór, sąsiad i przyjaciel. — Mam dla ciebie ciekawą wiadomość — zaczął od progu. Mieszkaliśmy niedaleko, ale Mietek nosił się z zamiarem przenosin do Radochowa. Budował tam dom. I przyszedł z wiadomością, że jest do sprzedania kawałek łąki w bezpośrednim sąsiedztwie tejże budowy. Oczywiście najchętniej sam by to kupił, aby ustrzec się kłopotliwych sąsiadów, ale jak to bywa w czasie budowy, nie ma wolnych funduszy i jeśli już musi mieć jakiegoś sąsiada, to ma taką propozycję, żebym się nad tym zastanowił. Coś mnie tknęło… Czyżby!? Czy ten „kawałek łąki” to właśnie ten (!!!) kawałek łąki? Sprawdziłem. Tak, to było to miejsce! Polana była już mniej rozległa, bo w międzyczasie wtargnął na nią brzozowy młodniak, ale nadal była urzekająca (przepraszam!). Pieniędzy też za bardzo nie miałem, ale jakoś uskładałem. I kupiłem.

Minęło kilka kolejnych lat. Mam ten dom! Wbrew wszystkim doradcom, bo „jak wy tam dojedziecie?”, bo „tam nie ma wody!”, bo „co będzie zimą?” i „czy nie boicie się tak blisko lasu?” i w ogóle „na takim odludziu?”. Wymyśliliśmy go z Natalią od początku do końca. I to, gdzie będzie stał, i to, co będziemy widzieć siedząc przy stole, i to, gdzie będziemy obserwować burze i zachody słońca (jest tkliwie, uprzedzałem !) i to, gdzie będzie poznawać świat mała Ola. Brzozy urosły, kawałek dalej mamy kilka lip, buków i dębów. Nad nimi wznosi się ciemnozielony świerkowy las, z którego nad ranem i wieczorami wychodzą całe chmary jeleni i saren. Co jakiś czas zawita na podwórko zając, a jesienią adoptowaliśmy dwa jeże (a właściwie jeżynki, bo to dziewczynki), które jadły razem kotami z jednej miseczki, a potem gdzieś sobie poszły. W spiżarni stoją słoiki z opieńkami w occie i słoik suszonych prawdziwków. Z własnego lasu. I żeby konsekwentnie zakończyć ten napad beznadziejnego sentymentalizmu, zapraszam do posłuchania Wolnej Grupy Bukowina. Mam nadzieję, że będziecie moi drodzy wyrozumiali. W moim wielu taka labilność emocjonalna i łatwość wzruszeń jest już normalna. No i te święta...

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList