- Zbigniew Piotrowicz - http://zbigniewpiotrowicz.pl -

Do Pani Karoliny list z Radochowa

karolina-korwin-piotrowska-2_20255371W pierwszych słowach mojego listu spieszę z wyznaniem, że lubię Panią. Lubię Pani barwny język, drobne złośliwości i zaskakujące nieraz spostrzeżenia. W ogóle wydaje mi się Pani osobą dość sympatyczną, mającą poczucie humoru i nieco dystansu do siebie. Tym razem jednak przeczytałem coś, co ten obraz całkowicie mi burzy. Otóż ma Pani pretensję do celebrytów, że przedtem się wymądrzali,  a teraz mówią nam jak wyglądać i jak żyć, że stali się władcami naszych umysłów. Komentatorzy, wciągnięci przez Panią w ten jakże pasjonujący temat twierdzą, że uderza Pani w celebrycki lajfstajlowy dyktat.  Otóż nie wiem czy Pani wie, ale istnieje życie poza Warszawą i poza telewizją śniadaniową. Mieszkam w Radochowie. To niewielka wieś koło Lądka Zdroju. Kościół, sklep, rzeczka, lasy i wzgórze z prawdziwym pustelnikiem. Od roku nie mam telewizora, ponieważ poziom celebryckiego kretynizmu serwowany przez to medium przekroczył możliwości ignorowania go.  Właściwie nigdy mnie nie interesowało, co celebryci mają mi do powiedzenia. Niech sobie mówią, ja mam inne sprawy. Jak mnie nie interesuje, zawsze mogę przełączyć program. Telewizor oddałem koledze, kiedy programy zaczęły składać się wyłącznie z celebryckich mądrości, reklam i durnych seriali. Nie miałem już gdzie przełączyć. I powiem Pani, że dobrze się czuję. Mam swoją pracę, rodzinę, jakieś obowiązki, jakieś przyjemności, trochę przyjaciół, trochę problemów... Dzięki internetowi, wiem co się dzieje.  I nie czuję żadnego lajstajlowego dyktatu. Może mi Pani nie wierzyć, ale mam go w… no dobra, mam go dupie. Właściwie, to nawet nie wiem, kto dzisiaj jest jakimś celebrytą. Naprawdę… Żaden z nich nie jest  władcą mojego umysłu, nie mówi mi jak mam żyć, jak się ubierać, gdzie jadać, z kim się spotykać.  W ogóle by mi to do głowy nie przyszło, żeby u nich szukać jakichś rad! A Pani..? No właśnie z Panią mam kłopot. Jeździ Pani po tych bogu ducha winnych celebrytach, pastwi się Pani nad nimi ( nie powiem, z wdziękiem), czasem ich prowokuje i obraża. Ale, ale! To właśnie dla Pani oni są najważniejsi. To Pani uległa ich dyktatowi! Oni dają paliwo. Z jednej strony wyśmiewa ich Pani, a z drugiej kupuje ich książki, ogląda ich programy, czyta ich idiotyczne wynurzenia, śledzi seriale i programy kulinarne, komentuje, poucza. Po czym pisze Pani o nich swoje książki. Daje im Pani znaczenie. Uzasadnia ich istnienie. Utrzymuje na celbryckim firmamencie. Pani musi cały czas być czujna - kto z kim i jak byli ubrani. A ja idę na grzyby. Tak na marginesie, to kanie ostatnio miały piękny wysyp.  Pani Karolino, mam sąsiada. Sąsiad ma telewizor. Włącza tylko na mecze, które razem oglądamy.  Siedzimy tak, oglądamy, a o tym lafjstajlowym dyktacie nic kurwa nie wiemy! Reszta wsi też nie. Może nawet cała gmina nic nie wie! Proszę mi uwierzyć, że w tym kraju, oprócz garstki celebrytów,  producentów tych celebrytów (bo przecież celebrytów się produkuje) i ich komentatorów (dzień dobry!), żyją jeszcze ludzie, którzy nie mają zielonego  pojęcia, że istnieje jakiś lajfstajlowy dyktat. I których to zupełnie, ale to zupełnie ten dramatyczny problem nie obchodzi.

O czym życzliwie donoszę i zdrowia życzę. U nas na szczęście wszyscy zdrowi.

Zbigniew Piotrowicz

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList