Zbigniew Piotrowicz blog i serwis internetowy

Broad Peak – czas „ekspertów”

Data wysłania postu: 6 marca 2013 r.

broad_peak1-440x296Na moim zegarku dochodzi 18:00. W Pakistanie zbliża się 22:00. Artur Hajzer podał przed chwilą informację, że Adam Bielecki jest już w bazie, a dwójka Małek-Hayyat otrzymała polecenie od Krzyśka Wielickiego o zejściu w kierunku niższych obozów. Niestety wszystko wskazuje na to, że Maciek Berbeka i Tomek Kowalski nie przetrzymali zimowego biwaku w okolicach przełęczy na 7900.

Nie było mnie tam. Nie będę komentował, spekulował, analizował ani snuł różnych rozważań.

Wyprawy himalajskie zawsze wiążą się ze zgodą na skalkulowane ryzyko. Jeśli jest to wyczyn na najwyższym światowym poziomie, margines objęty ryzykiem jest większy. Udział w wyprawie to decyzja świadoma, to kalkulacja własnych możliwości, ambicji, sił, umiejętności. Nie znam osoby, która działając w górach wysokich, podejmowałaby się zadań wykraczających poza skalkulowane, dopuszczalne ryzyko. Ale zdarza się, że kalkulacje zawierają jakiś błąd lub zdarza się zwyczajne, trudne do przewidzenia nieszczęście. Wyprawa, zwłaszcza tak mała, to grupa osób o podobnych kwalifikacjach. Z tego względu szanujących nawzajem swoje kompetencje, prawo do własnego zdania i oceny sytuacji.

Dlatego z obrzydzeniem myślę o nadchodzących dniach, kiedy odbędzie się medialny sąd nad Arturem Hajzerem, pomysłodawcą i liderem projektu „Polski Himalaizm Zimowy” i nad Krzyśkiem Wielickim, kierownikiem wyprawy. Niestety zacznie się szukanie winnych, pojawią się różnej maści „eksperci”, komentatorzy, moraliści i mentorzy. Odbędzie się wyścig, kto jest bardziej pryncypialny. I tym głośniej będą pokrzykiwać im mniejsze mają pojęcie o tym, jak to jest, gdy naprawdę stoi na wyciągniecie ręki od wymarzonego szczytu albo dotyka pustki… i wraca. Od czterech godzin trwa druga noc, którą bez sprzętu biwakowego musieliby przetrwać Maciek i Tomek. Szansa na cud jest znikoma. Obaj, wychodząc w kierunku szczytu dokonali swojej kalkulacji. Uszanujmy Ich decyzję. Uszanujmy Ich prawo do tej decyzji. Nie doszukujmy się winy w autorze znakomitego, ambitnego i rozsądnie prowadzonego programu, jakim jest „Polski Himalaizm Zimowy”. Nie wińmy kierownika wyprawy, którego doświadczenia, kompetencji i kwalifikacji moralnych nie ośmieliłbym się kwestionować. Obaj byliby bohaterami narodowymi, gdyby nie doszło nieszczęścia, gdyby Maciek i Tomek zdołali pokonać te 500 metrów w dół.

Byłyby peany, medale, honorowe zaszczyty. Minął dzień. Grono „życzliwych” i zwykłych idiotów już się szykuje do medialnej uczty, do demaskowania błędów, do moralizatorskich pouczeń. A Artur i Krzysiek to są ci sami ludzie, co wczoraj. Proszę, pamiętajcie o tym.

Be Sociable, Share!
  • Twitter
  • email
  • StumbleUpon
  • Delicious
  • Google Reader
  • LinkedIn
  • BlinkList
    Wydrukuj ten post Wydrukuj ten post
    Komentarze (94) Trackbaki (1)
    1. Mądry z Pana facet…szkoda, że tak mało mądrych ludzi jest na tym świecie!!!!!!!

    2. Nie byłbym tak sceptyczny, mam nadzieję, że nie będzie tak… mimo że mamy do tego wybitne predyspozycje…

    3. Zbyszek, dzięki za rację w słowach, które wielu osobom z ust zapewne wyjąłeś i za odwagę wyartykułowania tego w taki właśnie sposób. Dodam tylko – może patetycznie, bo w takich chwilach o to nietrudno: Wiara i nadzieja się wypaliły, ale jest miłość i szacunek do tych co zostali z nami: do Krzyska, Adama i Arturów. I pamięć oraz szacunek dla tych co zostali w górach. Będę pamiętać, obiecuję. Z szacunkiem pozdrawiam, MS

    4. Ponizsze komentarze wprawily mnie w konfuzyje:
      ” Obaj byliby bohaterami narodowymi, gdyby nie doszło nieszczęścia, gdyby Maciek i Tomek zdołali pokonać te 500 metrów w dół.”
      Czy to oznacza, ze schodzili po zdobyciu szczytu? Z artykulu nie wynika, ze zdobyli jakis szczyt. Skoro ”Niestety wszystko wskazuje na to, że Maciek Berbeka i Tomek Kowalski nie przetrzymali zimowego biwaku w okolicach przełęczy na 7900.”, to co by im dalo zejscie 500 metrów w dól?

    5. Czy „niebieskieucho” to troll?? bo chyba niemożliwe jest takie pytanie na serio?

      BTW.
      Panie Zbigniewie, szacunek za trafność i celność sformułowań. Przez skóre czuję podobnie choć chciałbym się mylić i dostrzec szacunek dla wyboru tych ludzi.

    6. niebieskieucho – odpowiem. Maciej i Tomek mieli do pokonania niezwykle trudną szczelinę. I właśnie w okolicach tej szczeliny ślad po nich zaginął… W tym zawiera się te 500 metrów. Po ich pokonaniu szanse na przeżycie chłopaków by diametralnie wzrosły. Niemniej, trzymam kciuki za szczęśliwy finał tej wyprawy!

    7. Nie chce sie rozpisywac,mam tylko nadzieje,ze nawet ktos,kto nie zna gor/ a tym bardziej takich/ zanim pokusi sie o ocene ;wypyta,wyszuka w necie jak to wyglada tam na miejscu,a opinie glubcow po przeczytaniu wale do „kosza” .

    8. Świetne słowa podzielam opinię w 100% każdy z nas wychodząc w góry ponosi ryzyko, a wychodząc na taka wyprawę liczy się z konsekwencjami i przypuszczam że nie jeden z Nas będąc na ich miejscu podjoł by taką samą decyzję zdobycia szczytu.

      ps. Cuda jednak się zdarzają

    9. Mam nadzieję, że będzie inaczej. Że wszystko się uda i że wrócą szczęśliwie. Zgadzam się, że nikt nie ma prawa wydawać sądów nad Ich decyzją. Chciałbym również wierzyć, że nie spełnią się Pana przypuszczenia co do medialnej nagonki i bełkotu „ekspertów”. Łatwo szafować wyroki z perspektywy ciepłego studio telewizyjnego. Trudniej zachować milczenie nad ludzkim dramatem, uszanować tych, co w górze i uczucia ich najbliższych. Dziękuję Panu za te słowa. Oby dotarły do jak największej liczby osób.

    10. Zgadzam się, rozsądek podpowiada że nie ma co liczyć już na cud. Zgadzam się, że nie powinno się szukać winnych tej sytuacji -jest ryzyko i każdy wychodząc na wyprawę o tym wie i wie na co go stać. Niestety media to szczury szukające sensacji i kozła ofiarnego którego można publicznie zlinczować. Chciałabym, aby nie było im dane zniszczyć po raz kolejny projektu który daje realizować marzenia.

    11. Masz Zbyszek rację to byli fajni ludzie, , jeszcze nie wiadomo a może będzie wszystko dobrze. Rzeczywiście i teraz osoby które nigdy w Himalajach nie były a może nawet w wysokich górach zaczną osądzac Wszystkich czyja to była wina. Szkoda mnie Krzyśka którego znam bardzo dobrze, ze teraz wszystko się skupi na Nim jako na kierowniku wyprawy. Trzymajmy kciuki za powodzenie sprawy. Jacek Serkowski przewodnik sudecki z Wrocławia

    12. Drodzy Panstwo, jak wielu z Was jestem gleboko poruszony ostatnimi wydarzeniami na Broad Peaku. Pamietajmy ze Ci Panowie poszli tam nie w celu zdobycia chwaly, peanow, medali… Wspinali sie dla swoich marzen i celow, i choc nie uwazam ich za bohaterow narodowych, to jednak ogromnie szanuje za to co osiagneli. Prosze pamietac ze ryzyko zostania w gorach zawsze powinno byc brane pod uwage, niewazne czy to sa Tatry, Alpy czy Himalaje… W Himalajach to ryzyko jest bardzo wysokie.., gdyz oprocz wydarzen losowych dochodza inne czynniki jak ogromne zmeczenie, niskie stezenie tlenu… Dlatego zdobywajac jakiekolwiek szczyty kazdy z nas musi pamietac o mozliwosci zostania w gorach.. na zawsze… Prosze pamietac ze J. Kukuczka osiagnal znacznie wiecej nie posiadajac takiego sprzetu jaki jest dostepny w obecnych czasach.., wiec drodzy Panstwo bez wielkich slow prosze…! Jestem pewien ze Ci panowie ktorzy zostali na zawsze beda w pamieci osob zwiazanych z gorami… A zdanie mediow i publiki…, czy naprawde jest az tak wazne? Wszyscy przeciez wiemy ze media karmia sie tylko sensacja… Z powazaniem.Rafal

    13. Tekst wart chwili czytania i całej wieczności nauczania rozumienia związku ludzi i gór oraz odpowiedzialności za komentarz.

    14. jak to dobrze,że są jeszcze ludzie,którzy mądrze myślą i mówią :) I takie właśnie oświadczenia powinny być podawane w wiadomościach a nie ciągłe bzdury !

    15. Nie mam doświadczenia i nie myślę nikogo oceniać. Chciałem się tylko zapytać o relację decyzyjną grupy i kierownika wyprawy. Rozumiem, że kierownik decyduje kiedy i czy atakuje się szczyt albo że schodzi się na dół. Czy to też on decyduje o chodzeniu w jednej grupie lub rozdzielaniu się? Całe miesiące chodzili razem a na końcu się rozdzielili a wydawałoby się, że grupie jest bezpieczniej, bo łatwiej na bieżąco sobie pomagać niż wracać, żeby kogoś szukać. Rozdzielając się rozprasza się z kolei ryzyko… Moje pytanie: kiedy lepiej iść razem a kiedy oddzielnie? A druga sprawa, to czy w przypadku takich wypraw te decyzję podejmują uczestnicy czy kierownik?

    16. Zupelnie sie na tym nie znam. Meczy mnie tylko jedno pytanie: Czy oni nie maja przy sobie nadajnikow GPS, ktore pozwolilyby ich dokladnie zlokalizowac? A jesli nie to dlaczego? Nie twierdze, ze udaloby sie ich uratowac, byc moze nie…

    17. Po kiego licha ORLEN jest sponsorem tej wyprawy? Nie lepiej wziąć jakiś sklep papierniczy lub monopolowy jako sponsora? Przecież to jest żałosne, że taki sponsor „ORLEN” nie ma pieniędzy aby wynająć śmigłowiec i poszukać tych ludzi…

    18. Miejmy nadzieję że ta szykująca się banda idiotów użyje na chwilę mózgu i dojdzie do wniosku że w wyprawie biorą udział profesjonaliści i że trudno znaleźć ludzi (nie mówię w Polsce ale na świecie) o porównywalnym doświadczeniu w himalaizmie zimowym.
      Zawsze staram się szukać pozytywów, chociaż trudno o to w tej sytuacji. Nasuwa mi się jeden: zdążyliście spełnić swoje marzenie.

    19. Zbyszku, nie znam się na himalaizmie ale podskórnie czuję i rozumiem o czym mówisz, mocno popieram Twoje słowa.

    20. Nie byłabym taka pewna, że marzeniem było „tylko” zdobycie szczytu.. Chyba cały pic polega na tym, żeby go zdobyć i szczęśliwie z niego zejść?
      Zgadzam się z powyższymi komentarzami i daleka jestem od wydawania opinii (zwłaszcza, że wspinaczka jest mi obca zupełnie), mam tylko nadzieję, że te decyzje, które szanujemy etc. nie są nigdy decyzjami wbrew najbliższym osobom, którym przyjdzie (w razie co) ‚dźwigać’ ból wiekszy niż fizyczne zmęczenie i zmarznięcie…

    21. @mario: Jesteś tytułowym „ekspertem”. Nie znasz się – nie komentuj.

    22. @Mario:
      helikopter nie wleci na taką wysokość…i to nie jest kwestia pieniedzy. 8km to już jest wysokość przelotowa dla samolotow pasazerskich…poza tym 7900m to juz strefa smierci

    23. Bardzo mądre i wyważone słowa. Takich się z resztą spodziewałem zaglądając tutaj…

    24. Czy to nie jes tak, że szpica była zbyt niejednorodna. Bielecki górował nad wszystkimi, w oddali gonił go poziomem formy i przygotowania Małek; Berbeka w naturalny sposób w związku z wiekiem wydolnościowo odstawał, a Kowalski było po prostu amatorem ze zbyt dużymi aspiracjami jak na taki wyczyn?

      Odsyłam do wywiadu:
      http://www.weld.pl/strona/CLIMBING-TEAM—Tomek-Kowalski/30

      Trening na ściance wspinaczkowej? Bez specyfiki w warunkach górskich?

      Pozdrawiam,

    25. Myślę, że wszystko ponad to, co Pan napisał, jest zbędne. Esencja. Pozdrawiam serdecznie.

      you tube downloader

    26. Myślę, że wszystko ponad to, co Pan napisał, jest zbędne. Esencja. Pozdrawiam serdecznie.

    27. Świetnie napisane.

    28. Szacunek!!! to słowo klucz!! dziękuję za artykuł!!!
      uszanujmy decyzję Himalaistów!!
      z pasji nie trzeba się tłumaczyć!!
      pozdrawiam serdecznie

    29. Nie dziwi mnie że został Pan Blogerem Roku 2012. Nikt kto nie zaznał gór nie zrozumie jak smakuje szczyt… nawet jeśli wiąze się to z przesunięciem marginesu…. ja nadal wierzę że udało im się przetrwać i odnajdą się szczęsliwie.

    30. Bardzo mądry felieton. Powinien być szeroko udostępniony, Panie Zbyszku, bo fala opinii „ekspertów” poleje się szeroką strugą błota, a szkoda… Pozdrawiam serdecznie. T. Małaszkiewicz Śmiałkowska.

    31. Bardzo mądre i poruszające słowa. Szkoda że ci wszyscy, którzy rzucą się na sensację, pewnie tutaj nie zajrzą… Pozdrawiam!

    32. gratuluję odwagi, pasji, spełniania marzeń, nie stać nas na taki WYCZYN!!!
      Panie Zbigniewie, dziękuję za wypowiedź, za tyle mądrych słów!
      Czekamy na nich wszyscy!!

    33. gratuluję wam wszystkim odwagi, pasji, spełniania marzeń, jesteście WIELCY, a nas nie stać nas na taki WYCZYN!!!
      Panie Zbigniewie, dziękuję za wypowiedź, za tyle mądrych słów!
      Czekamy na nich wszyscy!!

    34. gratuluję wam wszystkim odwagi, pasji, spełniania marzeń, jesteście WIELCY!!

    35. prawdziwy WYCZYN!!!
      Panie Zbigniewie, dziękuję za wypowiedź, za tak wiele mądrych słów!
      Czekamy na nich wszyscy!!

    36. prawdziwy WYCZYN!!!
      Panie Zbigniewie, dziękuję!!!
      wiele mądrych słów!
      Czekamy na nich wszyscy!!

    37. Panie Zbyszku, swietnie powiedziane. Szacunek dla Pana i naszych himalajistow. Nic nam do ich marzen! Jestem pewna,ze swiadomie i z rozwaga ocenili ryzyko. Bez niego zdobywanie szczytow nie byloby takie piekne. Uszanujmy ich decyzje i uczmy sie od nich jak zyc. Nie mowie,zebysmy wszyscy ruszali w gory, ale z odwaga realizowali swoje marzenia. Pozdrawiam.

    38. @Krentz. Nie zostałem Blogerem Roku. Logo konkursu zostało umieszczone bo tak nakazywał regulamin. W głosowaniu zebrałem 5 (pięć) głosów. Odpadłem na samym początku. Pozdrawiam!

    39. @Krentz. Nie zostałem Blogerem Roku. Logo konkursu zostało umieszczone bo tak nakazywał regulamin. W głosowaniu zebrałem 5 (pięć) głosów. Odpadłem na samym początku, jako beznadziejny blog. Pozdrawiam!

    40. Ja rozumiem trudną dla nas wszystkich chwilę, ale proszę Was: nie wypisujcie patetycznych bzdur w stylu „ja wciąż liczę, że się odnajdą”, „mam nadzieję, że szczęśliwie wrócą”… Jak się mają odnaleźć i jak wrócić? Czy Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że nie da sie przeżyć 3 dni na biwaku w Himalajach na wysokości 8 km w temperaturze minus 35 stopni??? Tu się już nic nie może wydarzyć szczęśliwego! RIP!!!

    41. chylę czoła..cisza najlepsza w tym temacie. żal Ludzi Wspaniałych i ich najbliższych. znam tę rozpacz…bliskich, którym chłopaki z Karakorum nie wróciły.

    42. 1. dlaczego himalaiści ginący z uwagi na swoją ambicję i wybór tego, co kochają mają zyskiwać szczególny szacunek? Tolerować, rozumieć ich decyzję, szanować ją, to co innego. Irytują mnie takie wypowiedzi o „bohaterstwie”. W czym są lepsi od bibliofila kochającego książki?

      2. czy bez GPS, radiotelefonu u p. Brebeki i w obliczu szykującego się wejścia na szczyt o 18.00 !! należało atakować ? – czy taka decyzja była zgodna ze sztuką (profesjonalny szacunek szans i ryzyka jaki robi każda ekipa)? Czy w/w trzy czynniki miały / mogły mieć decydujące znaczenie dla przeżycia choćby jednej z osób, które dziś opłakujemy?

      Pytania moje, skromnego górskiego laika. Uprzejmie proszę o merytoryczne odpowiedzi.

    43. Chłodna kalkulacja?
      To oksymoron w przypadku chodzenia po górach. Jakaż to kalkulacja nakazuje wchodzenie na górę?

      „Leży tam milion dolarów, wyprawa będzie kosztowała 1/4 tego, ryzykuję życie, poświęcamy we trzech rok czasu. Chłodna kalkulacja wykazuje, że opłaca się”.

      Przecież każda chłodna kalkulacja wykazuje, że chodzenie po szczytach nie ma sensu i każe zostać w domu.

      To, co pcha ludzi w góry jest przeciwieństwem chłodnej kalkulacji i z pewnością to św. Walenty jest patronem tego, co napędza chodzenie po górach (albo jest to szaleństwo, albo miłość – a może masakryczna mieszanka obydwu tych rzeczy).

    44. Skąd ta pewność, że zacznie się szukanie winnych? Może tym razem tego nie będzie…
      Poza tym same „środowisko” w ocenianiu i robieniu „ekspertyz” niejednokrotnie krzywdząc innych myliło się. W tym również i Krzysiek.

    45. Wydarzyła się tragedia, zginęli ludzie – jeden bardzo młody, obaj z rodzinami. Jasne, że wiedzieli o ryzyku. Jasne, że nikt ich tam na pewną śmierć nie posyłał. Jasne, że śmierć mieli piękną, a przed nią zdobyli i zobaczyli coś, o czym większości z nas się nie śniło. Ale nie można nie myśleć o tym, że tej tragedii dało się uniknąć. Myślec o organizatorach i uczestnikach bez jednej wątpliwości można by, gdyby wyprawa została przeprowadzona idealnie, bez zarzutu – co w przypadku tak niebezpiecznych ekspedycji powinno być normą. Nawet największy laik przeczytawszy wszystkie opisy wie już, że wyszli na szczyt za późno; podejrzewa, że rozsądniej i bezpieczniej byłoby, gdyby zespół atakujący podzielił się tak, że dwaj wspinacze zostaliby niżej, w okolicach przełęczy, żeby asekurować zdobywców – i ocalić życie, jeśli byli słabsi. A z relacji wynika, że zaginieni słabsi byli wyraźnie. Adam Bielecki wrócił do obozu bardzo szybko, Artur Małek miał jeszcze siły, aby próbować szukać kolegów. Ale może nie musiałby tego robić, gdyby wcześniej rozsądnie planowano. Jasne, że wszyscy byli dorosłymi, świadomymi ludźmi i nikt nikogo do niczego nie mógł zmusić. Ale to nie był atak solowy, tylko zespołowa wyprawa, prowadzona przez kierownika, który powinien być bezwzględnie słuchany i który powinien podejmować decyzje wyważone, a nie takie na zasadzie „Szarpniemy i może się uda”. Teraz słyszymy tłumaczenia, że „System GPS był, ale się zgubił, a tak w ogóle to by się nie przydał”. Po co mówić takie rzeczy?

    46. dziekuje za mądre słowa…

    47. Dziękuję Panu.

    48. http://www.youtube.com/watch?v=MlFLoOT_Z50
      Dziękuję za ten wpis…

    49. bez słów… wielki szacunek..

    50. Czas „ekspertów” dobrze mówisz kolego … Chciałbym żeby M. się odnalazł lecz po 1 nocy bez śpiwora szanse były nikłe. Najbardziej jednak są wkurzające te wszystkie komentarze ludzi którzy nic nie wiedzą o wspinaczce, alpinizmie czy himalaizmie … Niestety gdyby to wydarzyło się w innych okolicznościach 70% tych co postują na portalach społecznościowych nic by nie napisało bo skąd mieli wiedzieć kim jest M.B. Broad Peak po raz kolejny wezwała Polaków na posługę w swych lodowych trzewiach. Pozostaje tylko jedno, gdy znowu będę koncentrował się na drodze w ścianie Tatr, przez chwilę zdobyć się na refleksję za nimi …
      Miejcie szacunek dla rodzin, przyjaciół, bliskich i braci lin …


    Wstaw komentarz